piątek, 11 grudnia 2015

Potrzeba trzech miesięcy

Dzisiejszy post będzie o mojej nowej klasie.
W tym roku poszłam do gimnazjum.
Ale młoda, powiedzą niektórzy. Okey, sama twierdzę, że jestem młoda. Ale cieszę się tym. Już teraz czasami wspominam jak fajnie było kiedy byłam małym dzieckiem. Te chwilę kiedy nie martwiłam się o jutro, o lekcje, o szkołę. Kiedy jedynym problemem był święty Mikołaj, który nie przyszedł do mnie, tylko zostawił prezenty pod choinką. Chciałabym do tego wrócić, ale zostały mi tylko niesamowite wspomnienia.
Kiedy parę lat później stałam przy tablicy w gimnazjum i zobaczyłam nieznane nazwiska pod i nad moim nie czułam nic. Naprawdę. Ta mieszanka nieznanego, ciekawej przygody a trochę nawet strachu, wyzerowała się i nie czułam nic. Połączyli nas z dwóch innych szkół. Pierwsze spotkania z wychowawcą i pierwsze wrażenia o klasie, jako o osobach.
Następny dzień, środa. Pierwsze dwie przerwy spędzał każdy przy osobach z podstawówki. Przy tych, których już znał. I przełomowy moment. Trzecia przerwa, kiedy Roka (kojarzycie? XD) podeszła do jednego chłopaka i się przedstawiła. Niestety źle usłyszała (kochana idiotka) i już, gotowe. Trzecia przerwa, pierwszego dnia w szkole i chłopak ma przezwisko.
Z Sebastiana, zrobiła Bogusia. Ale muszę przyznać, chłopak przyjął to na klatę i zaakceptował. Potem poszło już z górki.
Pierwsza wycieczka, ale wszystkich pierwszych klas (I a, b, c i d) (tak nawiasem mówiąc jestem w I c)
Pierwsza wspólna akcja (góra grosza, na której zajęliśmy 2 miejsce....od końca)
I na mikołajki (opóźniona) wycieczka do Radomia. Właśnie na niej, poczułam, że nie ma już dwóch innych klas, połączonych w jedną. Z Watraszewa i Sułkowic jesteśmy jedną klasą, I c. I to jest naprawdę niesamowite. Posłuchać jak wszyscy się wspólnie śmieją, żartują. I dopiero teraz, po trzech, czterech miesiącach jesteśmy jedną klasą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz