Dzisiaj moja mama od południa chodzi nadąsana, zła. I czasem mam wrażenie, że ubrana dzisiaj przez nią żółta bluzka w czarne paski ma ostrzegać przed niebezpieczeństwem i ,,mówić" np. ,,Uwaga jestem zła " albo ,,Nie podchodź bo pogryzę".
Moja siostra, przezwisko siora, młoda lub po prostu Jula, podchodzi do mamy, która przebiera truskawki i pyta:
- Co robisz?
- Bawię się - pada odpowiedź. Taaa. Moja mama bardzo dobrze posługuje się sarkazmem. Z resztą, po kimś to musiałam przejąć.
Chwilowa cisza. Młoda zastanawia się czy warto ciągnąć rozmowę dalej i czy jest to konieczne, bo przecież przed podejściem nie skonsultowała się z lekarzem, ani farmaceutą.
- A w co?
I w tym momencie, nawet jeśli jest to niebezpieczne, parskam na śmiechem. Mama już też nie wytrzymała i zaśmiała się zaraz po mnie. Cóż, nie dziwię jej się. Oprócz mego czarnego pasa w sarkaźmie, posiadam również bardzo zaraźliwy śmiech. I tym sposobem dzisiaj wszystko wróciło do normy. I pomyśleć, że to przez jedno niewinne pytanie:
- A w co?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz